Wiem, że czytelniczki bloga latającoszkolnego bardzo się różnią pod względem zamożności i zarobków. Są wśród was takie, które dwa razy do roku latają do Nowego Jorku, pytają mnie czy warto zapisać się do B School Marie Forleo, kosztującej 2 tys dolarów i piszą do mnie maile z nowiusieńkiego Mac Book Air, popijając kawę za 14,99 PLN. Ale są też osoby, które nie kupiłyby kawy za 14,99, bo po zapłaceniu wszystkich rachunków zostaje im tylko tyle w portfelu.

Wbrew pozorom to bardzo duża grupa – statystycznie rzecz ujmując. Zarobki w Polsce nie korelują ani z poziomem wykształcenia, ani z inteligencją, ani z zaradnością. A z drugiej strony jest to wstydliwy temat, temat tabu. Ze swoją biedą nie wypada się zdradzać, jakby niskie zarobki były jak choroba weneryczna.

Trafiacie na stronę Latającej Szkoły w poszukiwaniu rady, pomysłu na to jak zmienić swoją sytuację. A tu klops. Większość pomysłów na biznes jakie znam i o których piszę wymaga około roku do dwóch na rozkręcenie. Nawet jeśli jest się królową DIY, samemu się wszystko stworzy od A do Z, to nie można liczyć na szybki zarobek. Zainwestować trzeba przynajmniej w ZUS, albo chcąc ZUS ominąć – w opłaty w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości. Ktoś kto nie ma nawet wolnej stówy miesięcznie, nie będzie ryzykował.

Nie jestem wielką fanką idei, że o tym, ile mamy pieniędzy w portfelu rządzą nasze “przekonania” i wystarczy, że je zmienimy, to pieniądze popłyną do nas wartkim strumieniem. Nie wykluczam wpływu „umysłu na materię”, ale z własnego doświadczenia wiem, że na przykład w 2008 roku miałam przez pierwszą połowę suche miesiące i nie wypiłam ani jednej kawy za 9,99 (wtedy droga kawa była nieco tańsza niż dziś), a w drugiej połowie miałam zlecenia, w których stawka dzienna wynosiła 500 Euro. Czy w międzyczasie pracowałam nad moimi przekonaniami finansowymi? Nie. Ani chwili. Może ktoś mnie przekona w komentarzu, że sprawy mają się inaczej – bardzo chętnie podsykutuję. W każdym razie szukam w tym „przepisie” porady, która będzie miała pewniejszy skutek, niż wizualizowanie sobie pięciu tysięcy na koncie oszczędnościowym przed snem.

Zaczęłam się zastanawiać,  czy mam coś do powiedzenia osobom tkwiącym w finansowych czarnych dziurach. Oprócz tego, że wiem jak beznadziejne jest to miejsce. I że ściska mi serce jak myślę o tym ile osób doświadcza niedostatku. Szczególnie jak myślę o matkach, które tkwią w finasowej d. Po prostu tak mam. Przejmuję się.

Dostaję listy od kobiet, które są w naprawdę ciężkiej sytuacji. I do tej pory nie miałam – szczerze mówiąc – dobrej odpowiedzi. Kombinowałam długo, czy mogę coś powiedzieć lub wymyśleć, co może autentycznie komuś pomóc, a nie będzie przysłowiową gruszką na wierzbie. Zastanawiałam się, czy mam w kapeluszu jakiegoś królika, albo jakiegoś asa w rękawie. I doszłam do wniosku, że mam. Jeden, konkretny pomysł. Może nie idealny, może nie dla każdego. Ale jest. To zbyt piękne, aby było możliwe.

Dlatego też jak zwykle w takich sytuacjach, jest tu trochę rzeczy “napisanych małym drukiem”. Zacznę więc od tego, że napiszę je dużym drukiem.

Ten pomysł wymaga przede wszystkim pozytywnego nastawienia, wytrwałości i zaparcia.

Aaaa… i dostępu do inernetu!

Ok, rozumiem, że ciężko o te cnoty, jak znowu nie spłynęły nam alimenty na konto i zaraz nam operator zablokuje rozmowy wychodzące. Ale uwaga, pomysł ten nie wymaga pieniędzy na start, wyjątkowych uzdolnień ani znajomości! I tym sposobem jest tysiąc razy lepszy od większości innych pomysłów na to jak zarobić pieniądze i odbić się od dna. Plus nie wymaga stania na deszczu i robienia rzeczy poniżej ludzkiej godności. Wręcz przeciwnie, można go zrealizować nie ruszając się z domu. I zakłada o robienie czegoś bardzo twórczego i dobrego dla innych. Oto on:

  1. Opanowujesz umiejętność tworzenia prostych stron za pomocą WordPressa.
  2. Jesteś w stanie to zrobić! Naprawdę! Nawet jeśli masz 50 lat i te wszystkie youtuby i snapchaty to dla ciebie czarna magia. Nawet jeśli jesteś humanistką. Nawet jeśli boisz się, czy na klawiaturze nie ma kombinacji klawiszy kasujących cały internet. Nawet jeśli się boisz. Tylko musisz postanowić, że to zrobisz, zacisnąć zęby i krok po kroku przebrnąć przez zrozumienie jak to działa.
  3. Możesz zacząć od założenia sobie bloga na www.wordpress.com – zajmie Ci to 5 minut. Oswoisz się trochę z panelem czyli kokpitem, bo na stronach tworzonych za pomocą programu pobieranego ze strony www.wordpress.org jest całkiem podobny.
  4. Możesz poczytać o różnicy między wordpress.com a wordpress.org u Eweliny Muc, wordpressowej królowej. Ewelina stworzyła też darmową społeczność dla kobiet uczących się WordPress na Facebooku, GirlsWhoWordpress.
  5. Jeżeli masz oszczędzone pieniądze to zapisz się na kurs do Eweliny Muc, bo to najprostsza i najszybsza metoda nauczenia się robienia stron. Polecam.
  6. Ale jeżeli jesteś w prawdziwej finansowej d, to musisz sobie radzić inaczej. Od tego masz jednak Youtube i tutoriale. Zacznij od obejrzenia tego filmiku: youtu.be/0nraCpLRiIU i sama szukaj następnych. Po nitce do kłębka. Jeżeli znasz angielski będzie ci trochę łatwiej. Ale bez tego też sobie poradzisz.
  7. Ile czasu potrzebujesz na panowanie podstawowej (podkreślam – podstawowej) umiejętności zrobienia prostej (podkreślam – prostej) strony? To zależy. Od dwóch tygodni do trzech miesięcy.
  8. Mając już tą umiejętność szukasz osób w swoim otoczeniu, które spełniają następujące kryteria:
  • potrzebują strony www
  • nie mają strony www, albo mają stronę zrobioną w latach 90tych, albo mają bloga na blogspocie
  • nie stać ich na zlecenie zrobienia nowej strony agencji interaktywnej, ani nawet zdolnemu freelancerowi, który ma 5 lat doświadczenia i lśniące portfolio
  • są gotowe zainteresować się twoją ofertą, która brzmi “prosta, ale piękna strona www w bardzo przyzwoitej cenie (pewnie od razu padną pytania ile wynosi taka cena, nie wiem, to zależy od klienta, czasem zrobienie komuś strony za 300 zł ratuje domowy budżet w którym co miesiąc brakuje 300 złotych)
  • idealnym klientem jest ktoś, kto potrzebuje “strony wizytówki” z podstawowymi informacjami i zdjęciem, nie będzie chciał blogować, zamieszczać filmów video, ani instalować wtyczek do zapisów na newsletter
  • czy tacy ludzie istnieją? Oczywiście, że tak. Istnieją i borykają się często z brakiem własnej strony, ponieważ nie znaleźli oferty “tania, prosta, piękna strona www”
  • nie musisz się ogłaszać na gumtree, ani reklamować się na Facebooku – kluczem jest poszukanie pierwszych klientów w twoim otoczeniu
  • otoczenie czyli rodzina, znajomi, znajomi znajomych, twoja fryzjerka, znajomy hydraulik, terapeuta twojej przyjaciółki itp.

Tak, to jest możliwe. Tak, wiele osób już tak robi.

Ten pomysł opiera się na jednym, ważnym założeniu. Na obserwacji, że niezależnie od tego ile jest na świecie osób oferujących już tworzenie stron www, to w twoim otoczeniu na pewno są takie osoby, które jej jeszcze nie mają, a potrzebują i dadzą się skusić niską ceną.

Dlaczego mam brać niską cenę, zapytasz? Bo, hmm, nauczyłaś się tworzyć strony w dwa tygodnie, dopiero zaczynasz i bardzo potrzebujesz gotówki. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyś z biegiem czasu szkoliła swój warsztat, zdobywała doświadczenie i w przyszłości żądała bardzo wysokich cen, adekwatnych do jakości usługi.

Podoba ci się mój pomysł? Masz wątpliwości? Jesteś profesjonalną graficzką i chcesz mnie zbesztać, obawiając się podskórnie, że fala kobiet wychodzących z dziury finansowej zabierze ci chleb? Bez obaw, ta metoda skierowana jest na klientów, którzy nie skorzystaliby z usług kogoś kto jest od dawna na rynku i ma wyższe ceny. Nie wierzę, że takie działania mogą „zepsuć rynek”. Rynek jest jak łąka, nie da się jej zniszczyć sadząc na niej nowe rośliny. No chyba, że jest to Barszcz Sosnowskiego. Ale nie, nie jest.

Powtórzę jeszcze raz i wybolduję:

Jesteś w stanie to zrobić! Naprawdę! Nawet jeśli masz 50 lat i te wszystkie youtuby i snapchaty to dla ciebie czarna magia. Nawet jeśli jesteś humanistką i od laptopa wolisz Annę Kareninę. Nawet jeśli boisz się, czy na klawiaturze nie ma kombinacji klawiszy kasujących cały internet. Nawet jeśli się boisz. Nawet jeśli myślisz, że kto jak kto, ale ty sobie nie poradzisz. Tylko musisz postanowić, że to zrobisz, zacisnąć zęby i krok po kroku przebrnąć przez zrozumienie jak to działa.

Jeśli przynajmniej jedna kobieta weźmie sobie tą radę do serca i za kilka miesięcy będzie ją stać, aby posłać swoje dziecko na konie, na co do tej pory sobie nie mogła pozwolić, to będę najszczęśliwszą kobietą na świecie.

*Liczę na to, że powstanie jeszcze część druga. A nuż są jeszcze inne, dobre, sprawdzone sposoby na wyjście z finansowego dołka. Podziel się w komentarzu! Naganiaczom firm MLM i szemranym doradcom finansowym rekrutującym szemranych doradców finansowych z góry zapowiadam, że nie będę zatwierdzać komentarzy.