Autorka: Gabriela Kuca

 

Poszukiwanie

Znasz ten stan, kiedy na pytanie czym się zajmujesz, zaczynasz się krzywić i wzdychać? Bo nie jest to coś, czym lubisz się chwalić. Jednocześnie nie masz pojęcia, co chciałabyś i mogłabyś robić? Nerwowo poszukujesz inspiracji w necie, skaczesz ze strony na stronę. Podglądasz tę, czy inną kobietę, która ma swój biznes, fundację, albo haftuje, maluje, czy podróżuje bezwstydnie wrzucając fotki na Facebook. A Ty wciąż szukasz.

Do czasu….

Przychodzi moment, kiedy masz już dość. Dopada Cię frustracja. Chaos w Twojej głowie pęcznieje, jak drożdżowe ciasto. Zaczynasz zazdrościć tej i tamtej – bo ona ma łatwiej, bo jedno dziecko, albo bezdzietna, bo ma bogatego męża, albo tatusia, bo …. Co tu ukrywać, każdy powód jest lepszy, by pokazać, że nie jesteś gorsza, bo taka właśnie się czujesz: jak wybrakowany model.

Ok, dajesz sobie ostatnią szansę, idziesz na warsztaty, bierzesz na konsultację, bo chcesz zrozumieć, o co Ci właściwie chodzi? Wrzucasz na luz, bo w sumie to, kto powiedział, że każdy musi robić to, co lubi i że każdy musi wiedzieć, co lubi?

Strzała amora

I nagle, w siódmej godzinie warsztatu doznałaś olśnienia! Yeah! Trafiła Cię strzała amora, a może wygrałaś w Totka, nieważne! Świat nabiera kolorów, masz ochotę wrzasnąć na całe gardło przez megafon:

„Już wiem! Odkryłam, co chcę robić! Dlaczego nie wpadłam na to wcześniej!”

Cały ciężar spada Ci z barów, czujesz się lekka jak piórko, chce Ci się tańczyć i śpiewać. Policzki płoną, kiedy dzwonisz do przyjaciółki i małżonka, że teraz wszystko się zmieni, że teraz wreszcie będzie dobrze! Znalazłaś wreszcie swoją pasję i pomysł na siebie!

Motyle w brzuchu

I rzucasz się w taniec radości. Najpierw robisz notatki: pisemne, rysunkowe, głosowe, Twój „Get Pocket” zapełnia się inspirującymi artykułami i blogami, na Pinterest tłoczno od inspirujących tablic, rośnie ilość polubionych przez Ciebie stron na Facebooku. Potem stawiasz pierwsze kroki. Ok, skracając, powiedzmy, że masz już swojego bloga, fanpejdż i nawet dojrzałaś do pisania newslettera. Pierwsze zapisy i komentarze sprawiają, że czujesz motyle w brzuchu. Tak, zauroczyłaś się po uszy w swoim pomyśle i w swojej twórczości. Czujesz się wyróżniona – masz pasję i nie zamierzasz wypuścić jej z rąk!

Wskakujesz na konia i jedziesz

Czujesz, że żyjesz. Dzielisz lat na te bez pasji i z pasją. Wpis goni wpis, pomysł goni pomysł, realizujesz projekt za projektem. Ok, jeszcze nie zarabiasz, albo zarabiasz niewiele. Pieniądze przyjdą z czasem. Pasja Cię napędza. Jesteś w amoku, jak zakochana: nie musisz jeść, pić, spać możesz niewiele. Wreszcie kochasz to, co robisz. I nikt już Ci tego nie może zabrać. Czujesz, że czas na rozszerzenie oferty. Biznes rozkręca się, pracy coraz więcej i wciąż trzeba się uczyć. Mija pół roku, a może rok, czujesz, że coś zaczyna się zmieniać. Napisanie artykułu? Uff, ciężka praca. Zrobienie fajnego zdjęcia albo video? Nie, to mnie już nie cieszy. Ale trzeba, wiesz, że tak trzeba. Zmuszasz się, byle do przodu!

Najsurowszy z jeźdźców

Smagasz się biczem, jedziesz dalej na tym koniu. Chwila, chwila – chyba zaraz spadniesz. Ta prędkość jest zawrotna, jest Ci niewygodnie. Masz dość – ten wstrętny koń nie chce się zatrzymać! Zapomniałaś, że to Ty jesteś jeźdźcem? Sytuacja wymyka się spod kontroli. Zamiast poluzować mocniej spinasz ostrogi. Bo przecież konkurencja za rogiem i ZUS dziesiątego. Jeszcze przecież nie dojechałaś do mety, tu są tylko puste pola. Co Ty zrobisz, jak zatrzymasz się na tym zad….u?

Przymusowy postój i smutek

Dobra, zgadzasz się na krótką przerwę. Nad tą rzeczką, na moment. Zsiadasz z konia, podchodzisz do wody. „Nieee, to niemożliweee! To przecież nie Ty!” Skrzywione odbicie nie przypomina Ciebie. Skąd ta szara cera, podkrążone oczy, sterczące włosy, połamane paznokcie? Patrzy na Ciebie kobieta bez energii, jej oczy są puste, zmęczone. To nie jest kobieta z pasją! Czyżby to była ściema?

Myślisz: „Pasja to potwór! Kto wyssał ze mnie wszystkie soki? Nie mam siły na nic, jak ja już dawno się nie śmiałam. Nie zarabiam, czuję się jak przejechany rower, nie mam energii, ratuunkuu!”

Nie ma już pasji i wymarzonego biznesu. To, w czym tkwisz, to jakiś toksyczny związek – ze sobą i swoimi pomysłami, twoje życie przypomina pracę w korpo. Sama stworzyłaś swój korpo-pasjo-biznes. Ta prawda wbija Cię w ziemię, a łzy lecą ciurkiem.

Gdzie Twoja energia?

Tak, to bolesne odkrycie, lecz oczyszczające. Tak bardzo zaangażowałaś się w rozwijanie pasji i biznesu, że zapomniałaś o innych potrzebach. Kiedy ostatnio skakałaś na koncercie, śmiałaś się z głupich żartów w znajomym gronie? Kiedy ostatnio czytałaś książkę, plotkowałaś o licealnych czasach? Kiedy tuliłaś drzewa i chodziłaś boso po łące?

Wypaliłaś się na własne życzenie. Pozbawiłaś się energii i zablokowałaś. Nie karmiłaś źródła swojej twórczości, zapętliłaś się emocjonalnie, zaniedbałaś duchowo, przytłoczyłaś mentalnie, o ćwiczeniach fizycznych nie wspominając. Nie samą pasją żyje człowiek! A gdzie miejsce na relaks, wyciszenie, zabawę, spotkania, doładowanie i uspokojenie?

Świętuj i dbaj o balans

Zgoda – pasja dodaje energii. Lecz nie przesadzajmy! Dbajmy o energetyczny balans. Jeśli Ty będziesz słaba, to czy Twój biznes może być mocny?

Jest wiele sposobów na to, by zabić swoją energię, pisałam o tym w najpopularniejszym artykule na blogu Kobiecej Siły. Jest też wiele możliwości, by łatwo doładować się na co dzień. Kilkadziesiąt z nich zawarłam w moim kursie online „Jak mieć więcej energii na co dzień”, a i tak nie wyczerpałam całej listy. Moje trzy ulubione akumulatorki energetyczne to: „chcę, zamiast muszę”, „dzień offline” i” dzień z przyjacielem”. A Twoje? Podziel się w komentarzu. I pamiętaj o nich, bo inaczej zwariujesz, jeśli za dużo weźmiesz na siebie!

Jesteś tylko jedna! Świętuj każdy, nawet mały sukces, każde wyjście ze strefy komfortu. Ja kiedyś wzięłam sobie tę radę do serca, a dała mi ją Agata Dutkowska – wiele jej zawdzięczam. Dziś przekazuję te ważne słowa dalej, bo wiem, że jednym z najczęstszych i najmniej uświadomionych błędów kobiet startujących z biznesem jest to, że nie dbają o swoją energię na co dzień. Też przerobiłam tę lekcję myśląc, że pasja zawsze będzie dodawać mi sił. Na szczęście te czasy za mną. Dziś jestem świadoma, co wysysa moją energię, a co mnie ładuje i uczę tego moje klientki. Bo świat potrzebuje pozytywnie nakręconych kobiet, a nie zakręconych korpo-pasjo-biznesmenek, prawda?

 

Autorka artykułu – Gabriela Kuca o sobie:

Czasem żartuję, że naprawiam to, co „zepsuł” stary system edukacji, czyli wspieram kobiety w wydobyciu swojego potencjału, w połączeniu talentów i pasji. Pomagam im ogarnąć chaos i pozbyć się blokad mentalnych, by mogły robić to, w czym są dobre i żyć wg własnego scenariusza.
Uczę kobiety, jak być w bliskiej relacji ze sobą, poznać swoje potrzeby, nie zatracić się w kołowrotku ról – innymi słowy jak umiejętnie zarządzać swoją energią, by mieć satysfakcjonujące życie rodzinne i zawodowe. Zapraszam na moją stronę www.KobiecaSila.pl