Źródło obrazka: thinkoutside theboxtoday.com

Zakładam, że ani ciebie ani mnie nie kręci pieniądz sam w sobie. Myśl o miliardach euro zdeponowanych w szwajcarskim banku, akcjach skaczących w górę, sztabach złota nie sprawia, że szybciej nam krąży krew. Ale pieniądz to przede wszystkim energia. Potencjał. Środek umożliwiający ruch i zmianę. Zmianę miejsca pobytu. Masz w kieszeni 100 złotych? Możesz kupić bilet nad morze. Zmianę nastroju. Możesz zjeść bardzo dobry obiad we francuskiej restauracji. Zmianę czyjegoś losu. Możesz kupić komuś lekarstwo, którego potrzebuje, naprawić złamany obcas, kupić karnet na basen.

Potencjał i nowe możliwości mogą elektryzować. Lekcje tanga, nowa książka ulubionego pisarza, perfumy Kenzo, lustrzanka. Droga ku nim wiedzie najczęściej przez portfel. Otwierasz go, wyjmujesz gotówkę albo kartę. Stan twojego konta maleje, ale emocje idą w górę.

Dlaczego tak trudno jest mówić o pieniądzach, skoro są tylko środkiem do celu? Czy naprawdę nie śmierdzą, skoro przechodzą z rąk do rąk ( i jest na nich masa bakterii…)? Co można zrobić, żeby budować dobrą relację z pieniądzem, pozbawioną negatywnych emocji, pełną kreatywności, przepływu, odpowiedzialną i radosną?

Podzielę się kilkoma praktykami, które dla mnie okazały się bardzo pomocne.

Miałam 24 lata, studencki budżet i portfel (czytaj: mało pieniędzy) i pojechałam do Krynicy na kilkudniowy pobyt w SPA Ireny Eris. Czy było mnie wtedy na to stać? Absolutnie nie!  Pobyt ufundowany został przez firmę Eris. Byłam jedną z dziesięciu laureatek konkursu plastyczno/literackiego organizowanego przez Eris z okazji swojego 20-sto lecia. Jadłyśmy kolacje z Ireną Eris, która na nasze opowieści o tym co robimy na co dzień niezmiennie odpowiadała “to bardzo interesujące”  i posyłała nam klasyczny, elegancki uśmiech.  Chodziłyśmy na masaże, a w przerwach zjadałyśmy ogromne ilości jedzenia- kuchnia w SPA Eris była wówczas (8 lat temu) znakomita. Być może nadal jest. Nina Terentiew spoglądała zazdrośnie znad swojego talerza pełnego fikuśnie pokrojonej marchwi. Była w tym samym czasie, ale niezależnie od nas, na pobycie odchudzającym. Zostałam ulokowana w pokoju z dziewczyną trochę ode mnie starszą, która na co dzień prowadziła prosperujący biznes. W dość nietypowej branży. Prowadziła firmę zajmującą się fumigacją i deratyzacją. Zaczynała od tego, że sama chodziła z maszyną i spryskiwała pełne karaluchów piwnice. Mało atrakcyjna praca dla kruchej, wrażliwej blondynki. Ale moja nowa znajoma pochodziła z wielodzietnej, ubogiej rodziny. Wiedziała, że może liczyć tylko na siebie. Po kilku latach doszła do tego, że miała własne biuro i kilku pracowników. Nie schodziła do piwnic. To co zarobiła, inwestowała w swój rozwój. Była niezwykle inspirującą, świadomą, zintegrowaną osobą. I właśnie ta osoba, której imienia nie pamiętam nauczyła mnie kilku dobrych praktyk pieniężnych.

Bierzemy banknot, który symbolizuje dla nas dużą kwotę. Taką, którą jak mamy w portfelu, to czujemy, że “mamy pieniądze przy sobie”. Wtedy dla mnie było to 50 złotych. Pomyślałam o tym dziś, kupując miętę w doniczce i płacąc banknotem 50 złotowym, że nadal 50 złotych ma dla mnie taki sycący wymiar, mimo ośmiu lat, inflacji i radykalnej zmiany mojej sytuacji finansowej. Być może po prostu lubię kolor niebieski. I nosimy te 50, czy też 100, czy 200 złotych zawsze w portfelu. Jeśli je wydamy, zobowiązujemy się natychmiast je uzupełnić. Tutaj trzeba być bezwzględnie konsekwentnym. Po jakimś czasie buduje się nam półświadome poczucie, że faktycznie, zawsze mamy pieniądze.

Oczywiście to tylko taki trik, ale całkiem uroczy i skuteczny. Drugą osobą, która mnie bardzo zainspirowała w kwestii pieniędzy jest moja koleżanka Ola, która pieniędzy ma mało, głównie zarabia je robiąc różne fuchy w szarej strefie, ale sama siebie “podatkuje” z tego co robi i zawsze część swoich zarobków przeznacza na dobre cele. Psy, koty, schroniska. Mówi – mam mało, inni mają jeszcze mniej. Hojność jest najlepszym lekarstwem na poczucie  braku. Ten kto daje, ten ma. Dawanie generuje obfitość. I może zmieniać świat. Stąd moja polityka 5%.

Trzecia inspiracja, bardzo mocna, przyszła od Danielle Laporte, mojej kanadyjskiej mentorki i superbohaterki. Jej dwa posty na temat najlepszych praktyk pieniężnych – osobistych i biznesowych mogłabym wydrukować i powiesić nad biurkiem. I chyba zaraz to zrobię. Przeczytałam je kilka miesięcy temu i niektóre z punktów wciąż chodzą mi po głowie jak mantra:

Don’t bitch about the reasonable costs of doing business.

Nie wściekaj się na sensowne koszty prowadzenia biznesu.

(To coś dla wszystkich, którzy jęczą, że prowadząc działalność gospodarczą trzeba płacić ZUS. Przestańcie jęczeć. Płaci się ZUS i nie ważne, czy to mało, czy dużo, po prostu tyle to kosztuje. Nie mamy na to wpływu. Płaci się, ale też się zarabia. Na to ile zarabiamy mamy wpływ.)

Integrity is more valuable than cash.

Integralność jest ważniejsza niż kasa.

(Wierność samej sobie, swojemu stylowi działania, gustowi i tak dalej – dopowiadam ja).

When you get it, don’t spend it right away.

Jak już dostaniesz pieniądze, nie wydawaj ich od razu.

Never, ever say “I can’t afford it.

Nigdy, przenigdy nie mów “Nie stać mnie na to”.

Pay someone to do it.

Zapłać komuś.

To ostatnie dotyczy przede wszystkim sytuacji kiedy dusimy grosza na rzeczy, które ułatwią nam życie, a przy okazji ktoś na tym zarobi. Na koniec jeszcze jedna mądrość Ramita Sethi, który jest wielkim przeciwnikiem rady, że żeby mieć więcej pieniędzy trzeba przestać pić kawę na mieście  – “To ile możemy zaoszczędzić, jest ograniczone. To ile możemy zarobić, nie”. A propos kawy – dziś przybyły z zakładu produkcyjnego kubki Latającej Szkoły. Fajne? Będzie je można kupić na PROGRESSteronie.

A wy macie jakieś dobre praktyki związane z pieniędzmi? Podzielcie się.