Co sezon będziemy mieć w Szkole 3 patronki. Aż 3, bo obfitość i luksus tego typu to mój żywioł. Po co się ograniczać? Patronki są po to, żeby wzmacniać pewne jakości.  Co sezon inne, bo dobrych patronek jest wiele. W tym sezonie są to:

Justyna Kowalczyk – medalistka olimpijska

Zaraz po zwycięstwie Justyny jechałam do przyjaciół, którzy mieszkają w Beskidzie Małym i których domy są zagrożone wielką, idiotyczną pseudoinwestycją w narciarskie stoki. Stoki ze sztucznym naśnieżaniem, mimo braku ujęć wody, z oświetleniem 24 h. Stoki, które zaburzą ekosystem i „stworzą miejsca pracy”, ale jakiej? Za 6 zł za godzinę, bez umów. Lokalni mieszkańcy zostaną uzależnieni od jednego człowieka, który jest bezwględny – dla ludzi i dla środowiska. Nawet wiadomo jak się nazywa. Jest na liście najbogatszych Polaków. W Andrychowie kupiłam gazetę. Na okładce było napisane; „Polka udowodniła, że nie ma rzeczy niemożliwych”. Z tą myślą wspięłam się na górę do moich przyjaciół. Skoro tak, to inwestycję da się powstrzymać. Skoro tak, to myślenie, że małe może wygrać z dużym jest słuszne. Jak Dawid z Goliatem. Niech żyją małe biznesy i różnorodność. Niech żyje Justyna Kowalczyk.

Energia Justyny Kowalczyk będzie pokazywała nam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Narty, nie narty, biznes, nie biznes. Z tą myślą rozpoczynamy proces nauki.

Maria Skłodowska Curie – chemiczka, fizyczka, noblistka (podwójna)

Marie Skłodowska w 1894 roku starała się o asystenturę w Zakładzie Fizycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej wniosek został odrzucony. Co zrobiła Maria? Wyjechała do Paryża, robiła badania, dostała podwójną nagrodę Nobla.  I przy okazji pisała piękne listy do męża.

Energia Marie Skłodowskiej Curie będzie pomagała nam olewać skostniałe instytucje i robić swoje, tam gdzie są korzystne ku temu warunki. Skupiać się na tym, co istotne. Osiągać oszałamiające wyniki.

Magdalena Samozwaniec

Pisarka, satyryczka, parodystka, poliglotka, siostra Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej. Imprezowiczka. Krakowianka z krwi i kości.

Magdalena Samozwaniec wnosi ducha nieskrępowanej zabawy i radosnego śmiechu. Nazywała się z domu Kossak, primo voto Starzewska, secundo voto Niewidowska, ale nas interesuje, że sama nadała sobie nazwisko Samozwaniec. To jest bardzo spójne z tym, że czasem same musimy nadawać sobie tytuły i wymyślać nowe, nieistniejące zawody, w których nikt jeszcze nie szkoli, ani nie rozdaje dyplomów.

Jak się wam podobają nasze patronki?