Od dawna chciałam napisać tego posta (ten post? zaraz okaże się, że popełnię na dodatek błąd ortograficzny), ale dziś szczególnie mam ochotę na brutalną szczerość doprawianą autoironią, ale również wielką akceptacją prawdy, że idziemy przez życie popełniając błędy, uczymy się na każdym kroku i nie jest wcale celem, aby błędów nie popełniać, ale by z nich wyciągać wnioski.

Napiszę o kilku rzeczach związanych bezpośrednio z tworzeniem Latającej Szkoły, ponieważ mogą one być przydatne dla każdej z was, która marzy o własnym biznesie.

1. Na samym początku, kiedy zaczęłam tworzyć szkołę nie zastosowałam techniki “10 wywiadów”. Nie znałam jej, ponieważ nikt mi jej nie polecił. W poradnikach znajdziesz zazwyczaj sugestię “zrób badanie rynku i zorientuj się czy w rejonie będzie popyt na usługę”. Ale jak? Zazwyczaj przeskakuje się ten krok ponieważ nikt kto zakłada małą, kobiecą firmę nie będzie robił badań a la OBOP. Kierujemy się intuicją. Rozmawiamy z trzema koleżankami. Działamy oddolnie. Nie mamy zespołu badawczego. I słusznie, ale stosując technikę 10 wywiadów (pobierz) na samym początku możemy ułatwić sobie życie i stworzyć bazę pomysłów, tak aby nie tracić czasu i energii na eksperymenty. Polega ona na przeprowadzeniu dziesięciu pogłębionych, metodycznych wywiadów z osobami, które potencjalnie należą do naszej grupy docelowej. Liczba 10 ma tutaj znaczenie. Znaczenie ma również to o co i jak pytamy. Odpowiedzi, które otrzymamy możemy przełożyć od razu na pomysły na promocje. Dzięki tej technice zaczynamy dogłębnie rozumieć potencjalnego klienta – jego głębokie potrzeby, obawy – z których nie zdajemy sobie sprawy, jego sposób myślenia. . Ja go nie zrobiłam, a gdybym przeprowadziła wywiady wcześniej miałabym w ręku mapę, a tak latałam często po omacku.

2. Wiele razy zapomniałam zebrać maile od osób zainteresowanych tym, co robię. Prowadziłam warsztaty gościnnie w różnych miejscach, pojawiałam się na spotkaniach i byłam tak skupiona na tym, żeby dobrze wykonać swoją robotę, że umykała mi ta podstawowa, kluczowa rzecz. Można zawsze liczyć, że osoby naprawdę zainteresowane same mnie znajdą. Owszem, ale warto pamiętać o tym, że naszym “obowiązkiem” jest nie utrudniać życia potencjalnym odbiorcom. Zasada ta ma przełożenie na to, jak powinna wyglądać strona internetowa, ulotka, odpowiedź mailowa na zapytanie. Ten kij ma dwa końce. Jeżeli zapominam zebrać maile od zainteresowanych osób to tracę na tym ja, ale też traci mój potencjalny klient, który musi wykonać dodatkową pracę, aby mnie znaleźć. Oczywiście to, że ktoś da mi swojego maila na spotkaniu nie oznacza, że pragnie dostawać ode mnie regularne maile. Warto o tym pamiętać i tworzyć listę mailingową opartą na dobrowolności – moje maile dostają tylko ci, którzy zarejestrują się na stronie – każda z tych osób ma też możliwość w każdej chwili zrezygnować z subskrypcji. Spamowanie nawet jeśli polega na wysyłaniu inspirujących newsletterów na dłuższą metę jest bardzo niekorzystne.

3. Na początku bardzo przeliczyłam się ze swoimi siłami tworząc serię video wywiadów “Kobiety miesiąca”. Wiem, że wielu z was się podobały, ale ich produkcja była bardzo czasochłonna i niewdzięczna. Być może powrócę do medium video jak rozwinę się na tyle, żeby zatrudnić kogoś do pomocy. Warto dokładniej typować i analizować wszelkie energochłonne pomysły.

4. Nieregularność. Moja achillesowa pięta. Woody Allen powiedział – Achilles miał tyko piętę, a ja mam całe ciało Achillesa. Maile z inspiracjami co tydzień. Czasem co dwa. Na początku w poniedziałki, potem we wtorki. Czasem w środy. Latający Krąg co miesiąc. czasem co dwa. Ok, od tych błędów nie zginął żaden kot, ani  nie doprowadziły mnie one do bankructwa ale rada Laury Roeder “pisz mailing regularnie, choćby padało i świat się walił” jest na wagę złota.

5. Nie prowadziłam aż do teraz absolutnie żadnej polityki PR-owej. Nie spędziłam ani kwadransa na rozmyślaniu na tym jakie magazyny, gazety, portale, audycje itd mogłyby chcieć coś napisać o Latającej Szkole.  Nie skontaktowałam się przed otwarciem Latającej Szkoły z żadnym dziennikarzem. Obecność Radiofonii na tym wydarzeniu, podczas którego 10 niezwykłych kobiet opowiadało o swoich pasjach w konwencji Pecha Kucha zawdzięczam jedynie przytomności Ani Piwowarskiej. Na jednym z ostatnich warsztatów jedna z uczestniczek opowiedziała o tym, jak straciła na samym początku swojej drogi szansę na wywiad w gazecie i do dziś tego żałuje. Dodała, że taka strata to nie jest coś co w każdej chwili można naprawić. Coś w tym jest, drugiego Otwarcia Szkoły nie będzie. Będą wkrótce inauguracje nowych inicjatyw wychodzących poza warsztaty, ale o tym na razie cicho sza.

Mam nadzieję, że unikniecie podobnych błędów. W komentarzach chętnie usłyszę jakiego typu błędy popełniłyście wy, albo jakie błędy są waszym zdaniem częste. Wspólnie możemy się zastanowić, jak ich unikać. I pamiętajcie o tym, co powiedział Georg Bernard Shaw – “Dawanie rad jest jak całowanie. Nic nie kosztuje i jest przyjemne.”

Na zdjęciu Anais Nin, pisarka którą lubię bardzo, źródło: www.favim.com