Zdecydowałam się pojechać do Nowego Jorku na dwudniowy Womenly Arts Experience ze względów sentymentalnych i symbolicznych, bardziej niż po złote runo inspiracji i iluminacji. Sto lat temu (a tak naprawdę pewnie w 2008, czyli 10 lat temu) siedziałam w nocy przed telewizorem w mieszkaniu mojej Mamy i skakałam po kanałach w dziwnym stanie hipnotycznego transu, w jaki wprawia mnie telewizja, której od ponad osiemnastu lat nie posiadam i z którą mam kontakt sporadyczny. Natrafiłam na talk show, w którym gościem była Regina Thomashauer aka Mama Gena. Siedziała na kanapie owinięta w różowe boa i wygłaszała poglądy, które mnie zaintrygowały. Mówiła o kobiecej mocy. I o tym, że kobiety są największym, nieodkrytym zasobem naturalnym na planecie. Byłam wówczas po lekturze większości najważniejszych lektur z zakresu feminizmu. Jako dziecko kochałam kolor różowy. Jako dorosła osoba miałam dystans do pop feminizmu w amerykańskiej wersji i miałam ochotę wrzucić Mamę Genę do takiej szufladki. Ale było w niej coś takiego, że ciężko ją było zaszufladkować. Zapamiętałam ją i jakiś czas później zgooglowałam (uwaga na marginesie: dobrze jest mieć wpadającą w ucho ksywę,nazwę, bo gdyby Regina została przy swoimi oryginalnym imieniu i nazwisku nigdy w życiu bym jej nie wygooglowała). Zapisałam się na newsletter Mamy Giny i czasem jej wiadomości były inspirujące, czasem miałam wrażenie, że ociera się o żenadę. Ale to od niej dostałam informację o Laurze Roeder. A z darmowych filmików Laury Roeder dowiedziałam się o tym, że można sobie stworzyć samemu stronę na WordPressie. To był rok 2010. Prowadziłam biznes turystyczny, który pragnęłam rozkręcić i nagle z nieba spadła na mnie wiedza, której bardzo potrzebowałam. Coś co było jedną z moich największych bolączek – strona www, o której aktualizację musiałam wciąż prosić super zajętego kolegę, w ciągu kilku tygodni zamieniło się w moją supermoc. Zainspirowana przez Laurę Roeder (dzięki Mamie Ginie) zaczęłam zgłębiać tematy biznesowe i marketingowe i dzielić się tym, czego się dowiadywałam z koleżankami. Po roku narodziła się z tego Latająca Szkoła dla Kobiet. Zatem jakby nie patrzeć u samych początków Latającej Szkoły siedzi Mama Gina i macha różowym piórem.

Jest wiele kobiet (żyjących i nie), którymi się – w różnym stopniu – fascynuję. Niektórym byłabym w stanie prać ciuchy w zimnej syberyjskiej rzece. Z niektórymi chciałabym spędzić tydzień na bezludnej wyspie. Chciałabym, żeby mi wszystko opowiedziały co wiedzą o sobie i świecie. No więc Mama Gena to nie jest ten kaliber. Nie prała bym jej w rzece tego różowego boa. Wolałabym oczywiście wylądować na bezludnej wyspie z nią niż na przykład z Małgorzatą Rozenek. Książkę Mamy Geny Pussy polecam każdej kobiecie, którą znam. I jej przesłanie do kobiet jest mi bliskie. Można je sprowadzić do kilku punktów: “miej kontakt ze swoimi głębokimi pragnieniami i je realizuj, radykalnie dbaj o siebie, miej kontakt ze wszystkimi swoimi emocjami – także z lękiem, złością i wstydem i praktykuj siostrzeństwo”. Podpisuję się w obiema rękoma. Brzmi prosto, w praktyce większość kobiet tak nie żyje.

Mama Gena ma jeszcze jedną tajną moc. Pussypower. Bez cienia wstydu, niezwykle umiejętnie łączy wszystkie wątki rozwojowe i polityczne z głębokim przekonaniem, że klucz kobiecej mocy ukryty jest w jej łonie. Dosłownie. Nie w przenośni. Ma pełną świadomość, że dotyka wstydliwych i bolesnych miejsc i robi to mistrzowsko. Nagle człowiek uświadamia sobie głęboki absurd związany z tym, że w języku, zarówno polskim jak i angielskim, słowa opisujące kobiece narządy płciowe są tak naładowane negatywną energią, a przecież to z nich – zupełnie dosłownie – rodzi się życie – wszyscy ludzie których znamy i kochamy.

Przy okazji – jeżeli czujesz się zainteresowana – to jeden z najciekawszych wywiadów z Reginą – cała esencja jej filozofii.

 

Ok, na chwilę opuszczam te intymne rejony i wracam do relacji z wydarzenia. Brało w nim udział 900 kobiet. To dużo. Czułam się jak na wielkim rockowym koncercie, których zazwyczaj unikam jak ognia. Sala miała bardzo podobny styl do sali w której organizujemy zloty w Krakowie, ale – co ciekawe – krakowskie muzeum Manggha w porównaniu do Tribeca Performing Arts Center wypada o niebo lepiej. Jeżeli komuś wydaje się, że w Ameryce wszystko jest bardziej eleganckie i ekskluzywne, to jest w błędzie. W Ameryce przede wszystkim wszystko jest większe.

W jakimś rankingu przeczytałam, że najbardziej popularnymi perfumami w USA jest “Light blue” marki Dolce Gabbana. Coś w tym jest. Z tych 900 kobiet większość pachniała właśnie “Light blue”.

Nie pozwolono nam nic filmować, ani fotografować. Pierwsze zdjęcie zrobiłam, zanim pojawił się zakaz. Myślałam, że pójdę na łatwiznę i nagram krótkie filmiki i je zamieszczę na stronie. Niestety, wydarzenie było ściśle tajne. Ma to swój sens, chociaż zdziwiło mnie to, bo spodziewałam się, że od intymności ważniejsza będzie promocyjna siła social mediów. W sumie to było miłe zaskoczenie.

Przez dwa dni od rana do wieczora siedziałam na sali pełnej kobiet. Słuchałam rzeczy, które już wiem. Tańczyłam do różnych energetycznych piosenek. Podziwiałam Reginę – porusza się z gracją pantery, jest niezwykle przytomna, do bólu autentyczna, bardzo zabawna, serce na dłoni. Byłam pod wrażeniem kontaktu – jaki ma ze sobą, z publicznością, z każdą osobą z którą rozmawiała bezpośrednio. Jest papieżycą. Strasznie chciałam się do czegoś przyczepić, bo jestem czepialska, ale uznałam w końcu, że jest tak rozbrajająca, że dam sobie spokój.

Pracowałam w parach z różnymi kobietami. Słuchałam ich historii. Opowiadałam swoją. Robiłyśmy różne ćwiczenia. Momentami trochę się nudziłam. Nie przykleiłam sobie na ręku ani na piersi tatuażu, który nam rozdano, z napisem “radical sisterhood”.

Drugiego dnia jedna z kobiet, która dostała do ręki mikrofon podzieliła się swoją dosyć dramatyczną, osobistą historią. Mama Gena zapytała się jej, czy chciałaby zobaczyć ile z kobiet obecnych na sali doświadczyło przemocy fizycznej lub seksualnej. Gdy przytaknęła, Mama Gena poprosiła o to, aby te kobiety wstały. Na sali zapanowała cisza i wstała zdecydowana większość. I stała przez chwilę, w milczeniu. Sam fakt, że świadkowałam temu prostemu gestowi, poruszył we mnie głęboką strunę.

Nie wszystko, co mówi Mama Gena mnie przekonuje. Mogłabym napisać długą i elokwentną polemikę z niektórymi z jej poglądów. Ten dwudniowy event był dla mnie bardziej męczący, niż uskrzydlający. Ale to są sprawy drugorzędne. Ważniejsze jest to, że poczułam tam, w Nowym Jorku, dobitnie, że to się dzieje, dzieje się w Nowym Jorku, w Krakowie, w Berlinie, w Olsztynie, w Kalkucie i w południowej Dakocie. Ta sama jakość wśród kobiet, które spotykam. Jakby budzenie się ze snu.

My revolution does not need approval or permission, it happens because it has to happen in each neighbourhood, village, city or town – to słowa z wiersza Eve Ensler, który został pięknie zilustrowany w tym video, której lepiej wyraża co, mam na myśli. Coś się dzieje, co nie działo się jeszcze dziesięć, ani pięć lat temu. Dzieje się być może na marginesach rzeczywistości społecznej, ale dzieje się niewątpliwie. Nie wiem – jeszcze –  jak to opisać. Ma związek z tym, co kobiece, ale błędem byłoby myśleć, że dotyczy tylko kobiet. Nie wiem czy można już powiedzieć z pełnym przekonaniem, że dzieje się “rewolucja”, która ma swoje źródło w świadomości kobiet, ale jej celem jest pokój dla wszystkich. Chyba aż tak bardzo nie lubię słowa rewolucja, bo znaczy obrót. Mam wrażenie, że cały czas się kręcimy, jako ludzkość i może starczy już rewolucji, lepiej by się było zatrzymać, zamknąć gębę i posiedzieć w ciszy?

 

PS> o mały włos, a zaliczyłabym bliskie spotkanie z Oprą Winfrey, którą wszyscy traktują w Ameryce jak pół-boga, jednak zorientowałam się zbyt późno, dziwnym trafem Oprah prowadziła coś w rodzaju porannego talk show na żywo “na dzielni” gdzie mieszkałam i nawet stałam pod kinoteatrem, gdzie się to działo, a ponieważ rzęsiście padało, rozważałam wejście do środka i sprawdzenie czy Supersoul Conversations to coś związanego z Oprą, ale w ostatniej chwili się rozmyśliłam i pojechałam do Chinatown, gdzie totalnie zmokłam i ostatecznie udałam się na masaż do jednego z obskurnych chińskich przybytków (takie są oczywiście często najlepsze).

ZLOT 2017, 20-22.01 Kraków
Zapisz się na listę, poznaj program jako pierwsza + otrzymaj pierwsza link do zakupu biletu w promocyjnej cenie.
Po wpisaniu adresu mailowego nie zostaniesz nigdzie przekierowana... Sprawdź skrzynkę (także spam), powinnaś otrzymać maila z potwierdzeniem, że jesteś na liście. Do zobaczenia na Zlocie!
Daj się zaskoczyć
w sobotni poranek
Co tydzień wysyłam Pocztę Pantoflową. Dlaczego tyle osób mówi, że to JEDYNY newsletter, który zawsze otwiera? Sprawdź.
e-mail
Szkoła 2018/19 - jestem zainteresowana, przyślij mi jako pierwszej program i cennik*
* zapis oznacza zgodę na wysłanie informacji handlowej