Porozmawiajmy dziś o pieniądzach. „Biznes wacikowy” to biznes, który przynosi dochody, za które możesz sobie kupić waciki. W Rossmanie waciki można dostać za 3 złote, więc nie mam na myśli samych wacików. Mam na myśli waciki, kosmetyki, bagietki, bilety do kina. I niewiele ponad to. Mam na myśli biznes, który po zapłaceniu ZUSu generuje przychód zbyt niski, żeby utrzymać przy życiu dorosłą osobę. Nie mam nic przeciwko takim biznesom. Jeżeli mieszkasz z rodzicami, albo masz partnera, który dobrze zarabia, biznes wacikowy może być dla ciebie świetną opcją. Robisz to, co kochasz, uszczęśliwiasz swoich klientów i starcza ci na drobne przyjemności. Zero stresu, dużo radości. Tylko, że na taki luksus może sobie pozwolić tylko garstka z nas. Większość wolałaby jednak, żeby biznes generował dochody na poziomie średniej krajowej.  Co najmniej. A najlepiej, gdyby można było opłacić rachunki, żyć na przyzwoitym poziomie i od czasu do czasu pozwolić sobie na jakąś ekstrawagancję. Czyli na przykład … wyjazd do Nowego Jorku.

Stąd tytuł dzisiejszego artykułu. Chciałam, żeby był zagadkowy, nawet za cenę tego, że jest trochę „koślawy”. Ale chyba brzmi lepiej niż „zamień waciki na brylanciki”, prawda?

Nowy Jork jest tutaj metaforą.

Chodzi mi o proces zmiany „biznesu wacikowego” w biznes, który pozwoli ci utrzymać się z własnej pracy i odłożyć pieniądze na „coś ekstra”. Dla niektórych będzie to wyjazd do Nowego Jorku, dla innych na kurs nurkowania w Egipcie, albo rejs żeglarski po Mazurach. Dla innych takim luksusem może być laserowa operacja oczu, albo designerski fotel. Nie chodzi o to, żeby zarabiać miliony. No może innym o to chodzi, ale ja nie jestem w stanie dać wam prostego przepisu na milionowy interes. Ponieważ sama nie zarabiam milionów, nie będę – w przeciwieństwie do różnych oszołomów, opowiadała, że jest to łatwe. Dzielę się tylko swoim doświadczeniem.

Podczas mojego pierwszego pobytu w Nowym Jorku, w zeszłe wakacje, dostałam propozycję, żeby przez jeden dzień rozdawać gazety na ulicy, niedaleko Times Square. Za rozdanie tysiąca sportowych dodatków do New York Post płacono 100 dolarów. Podjęłam się tego zadania ze względu na przygodę. Żeby móc poczuć jak to jest być „chłopcem gazetowym”. Żeby na jeden dzień wcielić się w tą rolę. Być zagadywaną przez policjantów, wręczać gazetę zaaferowanym pracownikom biurowców, biegnącym na lunch. Poszło mi błyskawicznie. Byłam najszybszym chłopcem gazetowym całej ekipy. Dla mnie ten dzień był przygodą, dla reszty –  codziennością. Mój zarobek wydałyśmy z K. na kolację złożoną z ostryg i wina. Nie ma nic uwłaczającego w rozdawaniu gazet, myciu kibli, sprzątaniu pokoi hotelowych, układaniu towaru w Tesco. Życzę ci jednak, żebyś znalazła swoją niszę, a następnie zaplanowała wszystko tak, żeby zarabiać, robiąc to, co kochasz. Zaczynamy?

foxtorebka2(oto ja po rozdaniu wszystkich gazet, w firmowej koszulce z napisem Fox Sport)

1. Zaakceptuj początki. Mój biznes na początku był wacikowy. Każdy jest. Nie ma w tym nic złego. Potrzebujesz od 6 do 24 miesięcy na rozruch… w tym czasie, albo zagryziesz zęby, będziesz żyć z dotacji, przejesz oszczędności, będziesz brała dodatkowe fuchy… Możliwości jest wiele.

2. Zbadaj potencjał swojego pomysłu. Jeżeli sprzedajesz ręcznie robione lalki, których w miesiącu jesteś w stanie zrobić 15, a zarobek na każdej wynosi 80 złotych, po odliczeniu kosztów, to nawet po 24 miesiącach i przy najlepszej promocji, twój dochód wyniesie 1200 złotych. To zadziwiające, ile kobiet nie siada z kalkulatorem w dłoni i nie oblicza, jaki potencjał ma pomysł, który wcielają w życie. Jeżeli jednak, twój pomysł jest w stanie – potencjalnie – wygenerować zysk, o który ci chodzi, pora zadbać o to, żeby znaleźć klientów. Pomóc ci może „Kalkulator zysku”.

3. Chcesz być „pro” – zamień bloga na stronę www. Najlepiej stronę zrobioną na WordPressie. To istotny krok w kierunku profesjonalizacji. Blog na darmowej platformie typu blogspot lub wordpress.com nie wygląda dobrze. Co innego strona na własnej domenie i własnym serwerze. Uwaga – mój entuzjazm do firmy Zenbox, oferującej domeny i hosting, niestety ostygł. Polecałam ich kiedyś wszem i wobec, ale po kilku miesiącach i kilku problemach, które zgłaszałam, nie mogę powiedzieć, żeby mieli tak dobrą obsługę klienta, jak mi opowiadano. Niestety.

3. Zacznij tworzyć własną „orbitę”. Zainstaluj op-in. Zacznij wysyłać newsletter. Na samym początku mojej działalności mogłabym wymyśleć najbardziej nieziemski warsztat, ale i tak by nikt na niego nie przyszedł. Zrobiłabym wydarzenie na Facebooku. Wysłałabym zaproszenia do znajomych. Szansa na odzew? Znikoma. Kluczem do tego, żeby mieć „bazę” osób zainteresowanych tym, co się robi, jest … aktywne tworzenie tej bazy. Zainstalowanie „opt-inów”, czyli okienek na stronie, gdzie zainteresowane osoby, mogą wpisać swój adres mailowy. Tworzenie wokół biznesu orbity, po której mogą krążyć osoby zainteresowane tym, co robisz. Co ważne – nie ma w tym ani grama przymusu. Wiele kobiet nie lubi wchodzić w rolę akwizytora. I słusznie. Dziś jest to zupełnie niepotrzebne. Darmowe programy do newsletterów – polski Freshmail i angielski Mailchimp to twoi sprzymierzeńcy.

4. Zacznij „karmić” swoich odbiorców wartościowymi rzeczami. Regularnie. Czyli inaczej – dawaj. Dziel się. Rób to samo, co robię ja, pisząc ten artykuł – ale w swojej dziedzinie. Podtrzymuj relację. Ta rada w wielu osobach wywołuje ogromny opór. Po pierwsze wiele osób czuje opór przed dawaniem czegoś „za darmo”. Po drugie, idea tworzenia nowych treści co tydzień nie wszystkim się podoba. Należy to w takim razie tak wymyśleć, żeby tworzenie ich było frajdą samą w sobie.

5. Poszerz swoją ofertę. W każdym biznesie tkwią ukryte potencjały, pomysły na inne produkty, usługi, dodatkowe opcje, o których nie pomyślałaś. Masz już klientów? Co jeszcze możesz im sprzedać. Oferujesz usługę? Zatem może poszerz swoją ofertę o jakiś produkt. I na odwrót. Jesteś coachem? Napisz poradnik. Sprzedajesz ceramikę? Stwórz autorski warsztat.

6. Rozwiń w sobie empatię i umiejętność słuchania. Twoi klienci sami podpowiedzą ci, czego chcą i za co są gotowi płacić. Wystarczy, że dasz im szansę. Zapytasz, posłuchasz.

7. Zadbaj o PR. Dla wielu osób, które znam, „kwantowym skokiem”, na poziom, w którym nie trzeba się już martwić o klientów, była publikacja w mediach. Dla mnie na pewno przełomem był artykuł o Szkole w Wysokich Obcasach. Większość biznesów może być dobrym tematem na artykuł, wywiad, reportaż. Jak trafić do Dzień Dobry TVN, albo na łamy poczytnego magazynu? O tym napiszę innym razem, na razie odeślę wszystkich do Justyny Kozioł, która zawodowo zajmuje się pomocą małym biznesom, które chcą rozwinąć PRowe skrzydła.

Coś jeszcze? Na pewno można znaleźć dodatkowe kroki, ale te są dobre na początek. Masz doświadczenia, którymi chcesz się podzielić? Udało ci się przejść z biznesu „wacikowego” na „w pełni dochodowy”? Co ci pomogło? Co było kluczowe?

PS. Nowy Jork kojarzy mi się nieodłącznie z Woodym Allenem i bardzo chciałabym pisać posty zabawne, jak jego dialogi. Przeczytałam ponownie post, uznałam, że tym razem absolutnie nie jest zabawny. Zrobiło mi się smutno i postanowiłam, że pójdę do kuchni zrobić sobie kanapkę z kozim serem w ramach pociechy.

podpis-imie