Henryka Bochniarz mówi soczyście i esencjonalnie, jak Benia Krzyk z opowiadań odeskich Izaaka Babla. Na Kongresie Kobiet w Brukseli w listopadzie 2019 miałam okazję poznać telegraficzny skrót jej bogatej życiowej historii, której nie będę w całości przytaczać, bo każdy ma Wikipedię na wyciągnięcie palców, ale co innego Wikipedia, a co innego świadomość, że siedzi przede mną babcia 9 wnucząt, która daje mi możliwość posłuchać o tym, jakim doświadczeniem był wyjazd na stypendium Fulbrighta do USA w czasach PRLu (“Minnesota była szokiem, byłam dla nich małpą z zoo, nie wiedzieli jak mnie ugryźć”), jak to jest dostać znienacka telefon od premiera z pytaniem, czy zostanie się ministrem (“ministrem? nie, no może mogłabym być doradcą”, Krzysztof Bielecki: “doradców to ja mam na kopy, a tu decyzje trzeba podejmować”) oraz, że czasem najciekawsze życiowe przygody są dziełem zabawnych zbiegów okoliczności (“założyłam firmę, jakoś się trzeba było nazwać, padło na Nicom, bo tak na mnie mówiono, wiele lat później przyszło zaproszenie do zostania prezesem Polsko Japońskiego Komitetu Gospodarczego z tytułu tego, że ja przecież mam … firmę Nikom”). Nikom. Smells like some serious sushi spirit. Czasem jedna literka robi różnicę, czasem nie. Na pewno mi robi różnicę to, że notuję. Zanotowałam sporo i dzielę się kilkoma złotymi myślami, które wyniosłam ze spotkania.

 

Im bliższe relacje, tym ważniejsze regulacje.

Z sali padło pytanie o spółki rodzinne i o firmy zakładane z przyjaciółmi. Henryka Bochniarz rzuciła myśl o tym, że bliskie relacje wymagają precyzyjnych umów. Rozumiem to tak, że przyjacielsko rodzinne ciepełko naraża nas na dziesiątki błędów poznawczych (“ach na pewno mamy takie same zdanie”, “ach na pewno widzimy to podobnie”, “skoro się kochamy, to się nie spieramy”), a biznes to jest nocny spacer po dżungli i warto mieć wyostrzone zmysły. Szczególnie po to, aby się nie pokaleczyć. Nawzajem. Umowy są potrzebne nie na czasy, kiedy wszystko idzie jak po maśle, tylko na czasy suszy i trudu. A te w każdym biznesie zapukają do naszych drzwi, tego możemy być pewni, jak 2+1 równa się 3. Chociaż moim zdaniem 2+1 równa się 10, bo przeniosłam swoją księgowość do trójmiejskiej firmy 2+1 i był to strzał w 10.

Musi być nas przynajmniej trzy.

Henryka Bochniarz mówiła, że na niektórych szczytach himalajskich, typu rady nadzorcze i inne miejsca mocy, w których zapadają ważne decyzje, jest sama (w sensie jest jedyną kobietą ) i nie jest szczęśliwa. I że zawsze ciągnęła za sobą kobiety. I że 3 jest magiczną liczbą, która przeważa szalę. I – (to już dopowiadam ja) – zmienia dominujący wzór kultury, z dominanty patriarchalnej, na coś innego. Na co, to już każdy musi sam ocenić i zbadać i uznać, jak to nazwać.

Nie było ucieczki, kobiety pytały, kiedy następne.

Mowa tu o Kongresach Kobiet. Że pierwszy chwycił i kolejne powstawały organicznie i spontanicznie.  Ale odnoszę to do szerszego zjawiska, że jak stworzymy coś, co jest odpowiedzią na realne pragnienia konkretnej grupy docelowej, a nie naszą fantazją na temat realnej odpowiedzi, to jest wielka szansa, że “nie będzie ucieczki” i nasz pomysł odniesie to, co się czasem nazywa “sukcesem”, chociaż po sukcesie przychodzi pytanie o sukcesję, a to, z tego co mówiła Henryka Bochniarz, jest jedną z najtrudniejszych rzeczy pod słońcem. Czyli zapewnienie ciągłości działania poprzez precyzyjne przekazanie zadań.

Pierwsze pytanie – kim jestem. Mamy dziesiątki narzędzi, żeby się zbadać.

I nie chodzi tu o narzędzia typu USG, chociaż USG robić warto. I cytologię też warto robić.

Zapiski z Kongresu Kobiet na nieregularniku reporterskim non/ fiction nr 6 “Ziemia”

Lapidarne maksymy wyryte na starożytnej świątyni w Delfach mówiły o tym, aby “poznać samego siebie”, “władać sobą” oraz “być sobą”, wydawałoby się pikuś, ale w praktyce okazuje się, że Grecy, ryjąc te słowa na frontonie i steli, przekazywali złote myśli, które nie przeterminowały się i nadal porażają swoją aktualnością. Chcesz mieć wielki albo mały biznes, zmieniać świat, robić coś znaczącego – musisz poznać samą siebie. Możesz zacząć skromnie, chociażby od takiego darmowego testu osobowości, dostępnego dzięki uprzejmości Carla Gustava Junga, który położył pewne podwaliny pod rozumienie, czym są typy osobowości oraz setek ludzi, którzy ponieśli jego myśl dalej. Ja o teście dowiedziałam się od Magdy Kalisz, współzałożycielki gdańskiej Sztuki Wyboru, której odwiedzenie przy pobycie w Gdańsku, gorąco polecam.

Złotych myśli było więcej, ale jak mawiali starożytni Grecy, “nic w nadmiarze”.

Natomiast na koniec Henryka Bochniarz ogłosiła, że jej nowym dzieckiem będzie, niebawem,  Wyższa Szkoła Jazdy dla Przyszłych i Obecnych Liderek – nie wiem, czy ta nazwa jest oficjalna, czy robocza, ale zachęcam przyszłe i obecne liderki, niezależnie od wyznania, poglądów i przekonań, to zapamiętania, śledzenia i obserwowania tej inicjatywy.